Opowiadania i wiersze

Marzanna – wesoła słomiana panna

„-Kto to? – zapytały Tygryski, gdy na tablicy z aktualnościami zobaczyły rysunek przedstawiający uśmiechniętą od ucha do ucha słomianą lalę ubraną w kolorowe chusty i spódnice.
-Nie wiecie? – zdziwiła się pani. – To Marzanna! Posłuchajcie wierszyka o niej:

Któż to taki?
To Marzanna!
Wesoła słomiana panna!
Ona zimne wiatry, słoty
chowa w kieszeń swej kapoty.
Zbiera chlapę, zbiera pluchę
i wsadza je za pazuchę.
Łapie śnieżne nawałnice,
i chowa je pod spódnicę.
Gdy jej ładnie zatańczycie,
zimy więcej nie ujrzycie,
a gdy jeszcze zaśpiewacie,
wiosnę wkrótce powitacie.

-Możemy zatańczyć – zgodziły się dziewczynki. – Tylko… czy Marzanna woli walczyka, czy poleczkę?
-Zatańczymy wiosennego walczyka – zaproponowała pani. – Można go także zaśpiewać, więc będziemy mieli dwa w jednym – i piosenkę, i taniec. Zaraz, zaraz, gdzieś tu miałam tę płytę. O, jest!
-Bal, bal, bal, wiosenny bal – zanuciły dziewczynki, a po chwili cała grupa puściła się w tany.
-No i co? – wysapała Basia, gdy muzyka umilkła. – Zatańczone było, zaśpiewane było, a za oknem dalej śnieg z deszczem.
-Hmm… – zamyśliła się pani. – Niektórzy uważają, że trzeba zrobić taką prawdziwą Marzannę ze słomy, bibuły i szmatek, a następnie wysłać ją w podróż aż do morza razem ze wszystkimi chłodami, śniegiem i mrozem.
-Zróbmy tak! – zapalili się do pomysłu Tomek z Bartkiem. – Chodźmy nad rzekę i wrzućmy do niej Marzannę.
-Po pierwsze, jeszcze jej nie mamy – ostudziła ich zapał pani. – A po drugie, czy pamiętacie, ile śmieci znaleźliśmy na brzegu, kiedy szukaliśmy pierwszych znaków wiosny? Myślę, że bałagan trzeba usuwać, a nie robić nowy. Dużo ciekawiej będzie jak urządzimy sobie konkurs na najpiękniejszą Marzannę. Przynieście jutro do przedszkola stare gazety, kolorowe szmatki, kawałki włóczki i zobaczymy, co nam się z tego uda wyczarować.
-A słoma? – przypomniał sobie Kuba. – Skąd weźmiemy słomę?
-Słomę zrobimy sobie z papieru – obiecała pani. – Tylko nie zapomnijcie o starych gazetach.
-Nie zapomnimy! – obiecały Tygryski i… dotrzymały słowa. Z makulatury, jaką nazajutrz przydźwigały do przedszkola, można by zrobić Marzanny sięgające pierwszego piętra!
-Mamy wszystko, czego nam trzeba! – cieszyła się pani, segregując najróżniejsze materiały. – Jest tego na niejedną Marzannę…
-To niech każdy zrobi sobie swoją – zaproponowała Ania.
-A może weselej będzie pracować w grupach? Słomę robimy tak: bierzemy stronę gazety, zwijamy w papierową rurkę, z tej rurki robimy papierowy sznurek i słomka gotowa! Z takiej papierowej słomy uformujemy głowę naszej Marzanny. Do środka możemy wsadzić trochę zwiniętego papieru albo szmatek. Gotową głowę osadzimy na patyku i możemy zająć się wymyślaniem stroju.
Do samego obiadu Tygryski ciężko pracowały. Zwijały papierową słomę, cięły wstążki z kolorowej bibuły, malowały oczka i uśmiechnięte buzie, ze szmatek komponowały sukienki. W rezultacie powstały cztery duże kolorowe kukiełki – co jedna to piękniejsza. Pierwsza miała loki z bibuły i czerwone kokardy, druga papierową „palemkę” owiniętą szalikiem w paski, trzecia włóczkową grzywkę i wełnianą chusteczkę, a czwarta czapkę z pomponem. Równie imponująco prezentowały się bibułkowe i szmaciane kreacje.
-Zobaczcie! – krzyknęła nagle Wiktoria. – Słońce!
Faktycznie! Zajęte pracą Tygryski nie zauważyły nawet, że wiatr porozwiewał ciężkie deszczowe chmury i na niebie pojawił się jasny błękit.
– Marzanna zabrała deszcz! Hurrra! Idziemy na wiosenny spacer!”

Bliżej Przedszkola

Idzie Wiosna

„Kalendarz uparcie wskazywał, że Wiosna powinna nadejść lada chwila,a tu za oknem wiatr i deszcz ze śniegiem. W tej sytuacji przedszkolaki postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce. Dzieci powycinały kolorowe motyle i zawiesiły je w oknach, aby Wiosna już z daleka widziała, że ktoś na nią czeka. Średniaki zrobiły marzannę ze szmatek i słomy, wystroiły we wstążki i zamierzały wysłać hen za morze, ale pogoda nie pozwoliła im wyjść z przedszkola. Maluszki coraz częściej zerkały w okno i marudziły.
-Może ta Wiosna zaspała? – zastanawiał się Kubuś
-Albo o nas zapomniała – wdychała Emilka.
-Kiedy tak was słucham, przypomina mi się wierszyk o… przyjściu wiosny.- Uśmiechnęła się pani. – Zaraz go poszukam – obiecała otwierając książeczkę z wierszami Jana Brzechwy.
-A co byście powiedzieli, gdybyśmy przygotowali małe przedstawienie powitalne? -zapytała niespodziewanie.
-Może być – odpowiedziała za całą grupę Oliwka.
-Potrzebni nam będą kret, jeż, wąż i kos – oświadczyła pani. – Jeża pacynkę mamy w kąciku teatralnym, pluszowego krecika na półce z zabawkami, wężem może być moja ręka owinięta kolorową bibułą jak bandażem. O, zobaczcie…
-Wiossssssna jużżżżż tużżżż, tużżżż – zasyczał kolorowy wąż, pełznąć zygzakiem w stronę okna.
-A kos? – przypomniała Haneczka.
-Z kosem pójdzie nam jeszcze łatwiej.- Uśmiechnęła się pani i zrobiła kulkę z papieru, którą zawinęła w bibułkę i ścisnęła gumką. Pani raz-dwa wycięła z folii samoprzylepnej dwa oczka, dwa skrzydełka dziobek.
-Jaki ładny ptaszek! – ucieszyły się „Biedronki”.
Już po chwili pomiędzy bohaterami wiersza rozgorzał spór o to, w jaki sposób przybędzie Wiosna. Czy przyjedzie furą, czy może na rowerze…
Dzieci bawiły się tak dobrze, że nawet nie zauważyły zmiany pogody. Niespodziewanie deszcz przestał padać i zza chmur wyjrzało nieśmiałe marcowe słoneczko.
-Chyba Pani Wiośnie spodobało się nasze przedstawienie – stwierdziła pani. – Jeśli jutro będzie tak ładnie, wybierzemy się na spacer, ale już dziś mogę wam powiedzieć, że pierwszy znak wiosenny odkryłam bardzo blisko, bo w naszym przedszkolnym ogródku.
-A jaki to znak? – zainteresował się Piotruś.
-Tego na razie wam nie zdradzę. – Uśmiechnęła się tajemniczo pani. – Mam nadzieję, że sami szybko go wytropicie.
Oczywiście Piotruś ani myślał czekać do jutra. Gdy tylko wyszedł z mamą z przedszkola, pobiegł do ogródka i bez trudu znalazł… kępkę prześlicznych bielutkich przebiśniegów.
-Wiosna zostawiła nam znak, że już przyszła – oświadczył zadowolony. – Teraz już będzie coraz cieplej.”
Bliżej Przedszkola

Wiersz A. Surowiec pt. „Nadchodzi Wiosna”

Nadchodzi wiosna
zielona, radosna,
do życia budzi
przyrodę i ludzi.
Drzewa okrywa
pąkami kwiatów,
w oddali słychać
wesoły śpiew ptaków.
Słońcem maluje
tęczę na niebie,
by świat rozjaśnić
właśnie dla ciebie

Wiersz J. Myślińskiej pt.”Wiosna”

Wiosna słodko uśmiechnięta
obudziła już zwierzęta,
ptakom gniazda zbudowała
i potomstwo też im dała.
Potem wiosna nasza miła,
ziemię całą ożywiła,
kwiatom kwitnąć rozkazała
i roślinom zieleń dała.
Wreszcie chmurki przegoniła
i słoneczko uwolniła,
które świat ogrzewa mocno,
gdy powietrze pachnie wiosną.

Opowiadanie A. Galicy pt. „Jak ślimak spotkał wiosnę”

Wczesnym rankiem, gdy wszyscy jeszcze spali, a słońce wysuwało pierwsze promyki spod kołderki, drogą maszerowała Wiosna. Pierwszy zobaczył Wiosnę zaspany ślimak. Wyciągnął szyję i z ciekawością przyglądał się dziwnej osobie. Wiosna była ubrana w zielone spodnie – ogrodniczki z wypchanymi kieszeniami i słomkowy kapelusz. Dźwigała wielki plecak, a w ręce trzymała kolorową parasolkę.
– Wiosna idzie – mruknął ślimak – czas więc i na mnie – i pomaszerował zza Wiosną.
Tymczasem Wiosna usiadła na skraju drogi i otworzyła plecak. Najpierw wyjęła z niego kolorowe kwiaty. Garść niebieskich niezapominajek posadziła po jednej stronie strumyka, a kępkę żółtych kaczeńców po drugiej stronie.
– Ładnie, ładnie – mruknął Ślimak.
A Wiosna już sadziła tulipany. Było im troszkę chłodno, więc stuliły się w pączkach, jeden pod oknem Kubusia, drugi przy budzie Reksia, a trzeci i czwarty pod oknami babci. Ślimak przyglądał się temu uważnie i próbował policzyć tulipany, ale stale się mylił i musiał zaczynać od początku.
Za domem Wiosna chodziła od drzewa do drzewa i chuchała na małe pączki, głaskała drzewa po gałęziach i coś do nich cichutko szeptała, aż drzewa obudziły się i wypuściły pierwsze listki.
Zaciekawiony Ślimak przyglądał się i czekał: – Co ta Wiosna jeszcze wymyśli?
Tymczasem Wiosna wyjęła z plecaka wielki grzebień i powiedziała – Teraz uczeszemy czuprynę łąki – i zaczęła machać grzebieniem po ziemi. Po chwili szara trawa odżyła, zazieleniła się, a Wiosna uśmiechnęła się zadowolona.
Ślimak wdrapał się na najwyższą łodyżkę, żeby lepiej widzieć, co będzie dalej.
Wiosna szukała czegoś po kieszeniach swoich spodni i po chwili wyjęła stamtąd garść zielonych żabek, które wypuściła na trawę. Z plecaka wyciągnęła zaspane biedronki i motyle. Położyła je delikatnie na ziemi, otworzyła pudełko z farbami i pomalowała skrzydła motyli na żółto, niebiesko, pomarańczowo albo w kolorowe kółeczka. Później zrobiła kropki na skrzydełkach biedronki i znowu zaczęła czegoś szukać w kieszeniach. Ślimak wyciągnął szyję – Co ona tam jeszcze ma? – mruczał. Wiosna delikatnie wyjęła z kieszonki maleńkiego skowronka, podniosła go wysoko, wysoko do nieba i powiedziała:
– śpiewaj głośno, niech wszyscy wiedzą, że już przyszłam.  Słońce płynęło po niebie i uśmiechnęło się wesoło, skowronek trzepotał skrzydełkami i dzwonił jak mały dzwoneczek, a Wiosna otworzyła kolorowa parasolkę, powiesiła ją na drzewie i ułożyła się w niej wygodnie, żeby wypocząć.
Och – pomyślał ślimak – śliczna jest ta Wiosna, jak będę duży, to chyba się z nią ożenię.

error: Content is protected !!